PRZYDŁUGIE PODSUMOWANIE NASZEJ DZIAŁALNOŚCI W 2008 R. W 2008 roku po raz pierwszy od zakończenia naszych wiosennych obozów w Mechelinkach, postanowiliśmy zrobić coś w tym rezerwacie. Nie tak dawno było to miejsce koncentracji ptaków wodnych i wodno-błotnych w trakcie wędrówek, miejsce ostatnich lęgów biegusa zmiennego w Polsce i innych ptaków gnieżdżących się na plażach i podmokłych łąkach. Dziś - z ptasiego punktu widzenia - szkoda słów. I nie wydaje się, żeby po rocznych doświadczeniach, można było liczyć na poprawę. Ilość osób, które przekonywały nas, że nie robią nic złego jak się co rano przejdą wzdłuż rezerwatu z pieskiem, w zupełności wystarczy, żeby o lęgach można było zapomnieć i w przyszłości. Rezerwat jest natomiast nadal największym skupiskiem chronionego mikołajka nadmorskiego w Polsce. W 2008 r., w trakcie naszego pilnowania, policzyliśmy 2.574 mikołajki. Dalsze 16 rosło poza rezerwatem, a 254 na ogrodzonej wydmie. Razem to ponad 2.800 tych pięknych, ale wrażliwych na zadeptywanie roślin.
Szczegóły włażenia są na wykresach, patrząc jednak na nie należy pamiętać, że przez maj i czerwiec pilnowaliśmy tylko w weekendy i że niebagatelny wpływ na zaludnienie ma pogoda (uwzględnienie pogody spłaszczyłoby wykres). Niemniej po 4 lipca, kiedy wkopaliśmy mnóstwo pali, widać wyraźną poprawę, którą też częściowo tłumaczy wykres nr 2. Niewiedza była głównym usprawiedliwieniem osób łażących po rezerwacie. O dziwo, dopiero po wkopaniu pali na całej długości rezerwatu (wykres nr 3) liczba osób wykręcających się niewiedzą wyraźnie spadła.
I na koniec jeszcze raz składam serdeczne podziękowania dla wszystkich osób i instytucji, które aktywnie wsparły nasze działania - finansowo, materialnie i swoją obecnością. Szczegóły są poniżej, podobnie jak relacje do poczytania, jak komuś jeszcze za mało :) |
dyskusja o tym co robimy w Mechelinkach |
||
17 maja - wystartowaliśmy! Dzień tablic. Silna ekipa postawiła tablice i pale pod przyszły płot. Pale dostaliśmy od Nadleśnictwa Gdańsk z siedzibą w Gdyni, za co serdecznie DZIĘKUJEMY. Wkopywali je: Katarzyna, Ela, Jowita, dwóch Piotrów, Mikołaj, Seweryn, Szymon i pod koniec Mateusz. Szczególne wyrazy uznania dla zawodowców, co smarowali pale cuchnącą cieczą... :) Nikt sobie krzywdy nie zrobił przybijając gwoździami tablice do pali, a ze strat można odnotować komórkę Szymona, zgubioną dzień wcześniej podczas wybierania pali. I mimo że wiadomo, gdzie zaginęła - nie odnalazła się nawet z użyciem wykrywacza metali... 18 maja - w Rewie jeden słupek już wyrwany i jedna "psia" tabliczka połamana. Kilka pali było mocno ruszonych, ale nie dały się wyrwać. Tablice pokrzywione. Wiemy kto (kolesie od zarekwirowanego samochodu), ale nie wiemy czy coś z tym zrobimy. Ludzie się w miarę słuchają (z 52 upomnianych osób tylko/aż 6 olało pilnujących). Teraz zostawiamy pilnowanie rezerwatu aż do czwartku. 20 maja - kilka słów o mikołajku nadmorskim w Dzienniku Bałtyckim: 23 maja - w rezerwacie wcale nie ma tak dużo ludzi jak nam się początkowo wydawało. Może powoduje to fakt, że pogoda nie jest najlepsza, może nasze tabliczki. Upomnieni grzecznie wychodzą z rezerwatu, choć zawsze znajdzie się ktoś, kto woli nabluzgać. Niestety wodna awifauna rezerwatu widziana z plaży prezentuje się nędznie - para krzyżówek. Są pliszki cytrynowe i wróblaki. Przyjdzie czas i na zmianę tego stanu. 1 czerwca - temperatura wzrosła i od razu padł niezły rekord - na teren rezerwatu wlazło 237 osób (w tym aż 105 rowerzystów), z których 43 nie zechciały wyjść po upomnieniu. Z 25 wprowadzonych do rezerwatu psów, 17 było nie na smyczy... Naprawdę wynik dający do myślenia, czekamy na wakacje... Wkrótce damy tu wykresy ilustrujące powszechne nieprzestrzeganie przepisów obowiązujących w rezerwacie... Szczęśliwie zdewastowane zostały tylko tabliczki od strony Rewy, natomiast konieczne jest postawienie tabliczek informacyjnych wzdłuż plaży... 3 czerwca - ukazał się artykuł o rezerwacie i o tym co robiumy w Dzienniku Bałtyckim. Kliknij, żeby przeczytać: 5 czerwca - taki fajny meil do KULINGa przyszedł, temat: Mechelinki (pisownia oryg.). 7 czerwca - Bardzo stresująca jest praca w rezerwacie. Albo pretensje, albo rady, ale dużo gawędzenia. Dziś zrobiliśmy kolejny krok na drodze do powszechnego potępienia - od strony Rewy, gdzie zniszczono nam 3 tablice i wyrwano kilka pali - walnęliśmy drut kolczasty. Teraz żeby wjechać rowerem na "ścieżkę" - trzeba wyjść na plażę i obejść wielki krzak rokitnika. Za nim wbilismy tablice z rezerwatem i napisem "Zakaz wstępu" - ale złudzeń nie mamy, rowerzyści będą tam przełazić. Wtedy zastanowimy się nad zagrodzeniem całego rezerwatu :) Tymczasem czeka nas analogiczna akcja od strony Mechelinek i umieszczenie co najmniej pięciu tablic z informacją o zakazie wstępu do rezerwatu wzdłuż plaży.
19 czerwca - za komentarz muszą wystarczyć fotki, powoli opadamy z sił (psychicznych):
22 czerwca - w weekend pogoda pod psem, za wiele w rezerwacie się nie działo. Do rezerwatu dziś weszły "tylko" 62 osoby. 16 z nich oczywiście za nic miało informacje, że to rezerwat i nie wolno łazić czy jeździć. Dużo czy mało? - ciężko ocenić. Rowerzystów było 18, psów 15. Oczywiście są zniszczenia w ogrodzeniu od strony Rewy i pogięte tabliczki... Za to mikołajek rośnie w najlepsze, szkoda, że między nim nie biegają pisklaki... może za rok?
29 czerwca - minął dość spokojny weekend. Spokojny, bo pogoda znięchęciła ludzi ("tylko" 110 weszło do rezerwatu w dwa dni), ale pojawiły się za to quady. Rozjeżdżają wydmę, a te dodatkowo zniszczyły szuwar. Taka zabawa. No nic, sprawa jest w toku i liczymy na pozytywny finał, gdyż Urząd Morski ma szerokie uprawnienia w tej kwestii i chce je wykorzystać. Tymczasem mamy szkody i naruszenia dobrze udokumentowane, choć goście zwiali jak niepyszni gdy zobaczyli, że ktoś idzie w ich stronę.
3 lipca - kilkugodzinne wybieranie pali na jutrzejszą akcję skończyło się na małych stratach - jeden zmiażdżony palec :) Wielkie podziękowania za pomoc dla p. Marka - leśniczego z Dębogórza. No i do jutra!
4 lipca - zrobiliśmy wielką akcję (było 20 osób) grodzenia całego rezerwatu od strony plaży! Wkopaliśmy ok. 230 pali podarowanych i przywiezionych przez Nadleśnictwo Gdańsk. Wszystko dzięki zapałowi i zaangażowaniu Katarzyny :) Były emocje, spławianie morzem bali, bąble na rękach i wyżerka na koniec :) Szczegółowa relacja i lista uczestników wkrótce się tu pojawi. Tymczasem kilka fotek i wielkie podziękowania dla wszystkich! Fotorelacja z wydarzeń czwartolipcowych - kliknij tu! 8 sierpnia - pale wkopane! - tym razem ekipa była, można by rzec, nieliczna. Zjawiło się raptem siedem osób, zaprawionych w bojach ze szpadlami i balami. Po kolejnych zakupach szpadli (poprzednie rozeszły się po obozach) można nawet zaryzykować stwierdzenie, że KULING ma więcej szpadli niż członków :). Tak czy owak kluczem do niebywałego sukcesu było odpowiednie rozłożenie bali przez jeżdżącą maszynę, sprawne kopanie małych dołków, a nie plażowych grajdołów oraz perspektywa deszczu. Miało padać o 14 i zaczęło padać o 14 - a my mieliśmy już skończone!!! 150 słupków z okładem, każdy z poprzeczką w SIEDEM osób. Kto był poprzednio - wie jaki to wyczyn :). Ponieważ nikt nie miał czasu robić zdjęć - fotorelacji raczej nie będzie. Zobaczyliśmy też kilka niepokojących zjawisk w rezerwacie, którym przyjrzą się pilnujący i napiszemy o nich za kilka dni.
|
||