PRZYDŁUGIE PODSUMOWANIE NASZEJ DZIAŁALNOŚCI W 2008 R.

     W 2008 roku po raz pierwszy od zakończenia naszych wiosennych obozów w Mechelinkach, postanowiliśmy zrobić coś w tym rezerwacie. Nie tak dawno było to miejsce koncentracji ptaków wodnych i wodno-błotnych w trakcie wędrówek, miejsce ostatnich lęgów biegusa zmiennego w Polsce i innych ptaków gnieżdżących się na plażach i podmokłych łąkach. Dziś - z ptasiego punktu widzenia - szkoda słów. I nie wydaje się, żeby po rocznych doświadczeniach, można było liczyć na poprawę. Ilość osób, które przekonywały nas, że nie robią nic złego jak się co rano przejdą wzdłuż rezerwatu z pieskiem, w zupełności wystarczy, żeby o lęgach można było zapomnieć i w przyszłości. Rezerwat jest natomiast nadal największym skupiskiem chronionego mikołajka nadmorskiego w Polsce. W 2008 r., w trakcie naszego pilnowania, policzyliśmy 2.574 mikołajki. Dalsze 16 rosło poza rezerwatem, a 254 na ogrodzonej wydmie. Razem to ponad 2.800 tych pięknych, ale wrażliwych na zadeptywanie roślin.
     Nasze pilnowanie rezerwatu miało w tym roku zapewne za mało walorów edukacyjnych, ale nie wszystko da się skromnymi siłami zrobić. Za rok oprócz tabliczek informacyjnych będą też duże tablice edukacyjne i ulotki. Tymczasem można ocenić co udało nam się zrobić. Pierwsze pale z informacjami o rezerwacie i zakazach w nim obowiązujących wbiliśmy 17 maja. Od tamtego dnia do końca września byliśmy w rezerwacie 78 dni, początkowo tylko w weekendy, w miesiącach wakacyjnych prawie codziennie. Dwukrotnie wkopywaliśmy liczniejszą ekipą pale, a na koniec zimy zobaczymy co się z nich ostało i w jakim stanie i podejmiemy dalsze decyzje. Szczegóły z pilnowania są na dole strony. W ciągu tych 78 dni do rezerwatu weszło 2.619 osób, w tym 503 z rowerami! 348 psów, w większości nie na smyczy, towarzyszyło swoim właścicielom. Ten wynik daje średnio 34 osoby dziennie, pomimo wyraźnych informacji. Do tego 316 z osób poinformowanych o niestosowności łażenia po chronionych terenach, miało te uwagi gdzieś nie wychodząc na plaże lub ponownie włażąc na wydmę.
     Liczba wszystkich naruszeń gwałtownie spadła po 4 lipca, kiedy pojawiła się większa część ogrodzenia. Jeszcze raz serdecznie dziękujemy Nadleśnictwu Gdańsk i p. Markowi - leśniczemu z Dębogórza, za przekazanie pali i ich transport na plażę. Bez tej pomocy bylibyśmy bezradni.
     Najbardziej oczywiście złościło nas 13 kretynów na motorach, skuterach i quadach, gdyż idąc śladem takiego pojazdu można było liczyć nieodwracalnie zniszczone rośliny. Większość z wjeżdżających tymi pojazdami robiła to zresztą poza porą naszego pilnowania, a ich ofiarą padły m.in. rośliny przesadzone z miejsca, które będzie zajęte pod budowę rury z solanką. Niemniej udało się nam sfotografować jednego quada z tablicami i sprawą na razie zajmuje się Urząd Morski w Gdyni.

Wykres 1. Ilość osób obserwowanych w rezerwacie w ciągu dnia (brak słupka oznacza brak pilnowania, zawsze jak jesteśmy to i tak ktoś włazi). Żółte strzałki to nasze akcje wkopywania pali, dalsze analizy robiliśmy dla tych 3 okresów osobno

     Szczegóły włażenia są na wykresach, patrząc jednak na nie należy pamiętać, że przez maj i czerwiec pilnowaliśmy tylko w weekendy i że niebagatelny wpływ na zaludnienie ma pogoda (uwzględnienie pogody spłaszczyłoby wykres). Niemniej po 4 lipca, kiedy wkopaliśmy mnóstwo pali, widać wyraźną poprawę, którą też częściowo tłumaczy wykres nr 2. Niewiedza była głównym usprawiedliwieniem osób łażących po rezerwacie. O dziwo, dopiero po wkopaniu pali na całej długości rezerwatu (wykres nr 3) liczba osób wykręcających się niewiedzą wyraźnie spadła.
     Powody, które podają ludzie wdający się z nami w dyskusję (często zawstydzeni) podzieliliśmy z grubsza na pięć kategorii. Najważniejsza jest prosta niewiedza (47%), czasem dodatkowo usprawiedliwiana (np. weszli z plaży, nie ma zakazu wjazdu rowerami, heh). Drugi w kolejności (23%) powód to coś, co nazwaliśmy "prawami nabytymi" - czyli, że zawsze było można łazić, albo, że przyjechało się z daleka, z wycieczką itp. Następne jest przekonanie o braku złego wpływu łażenia po wydmie (19%). Sporo ludzi (11%) ostro kombinowało wymyślając powody - bo mają wózek z dzieckiem, złe buty albo uznały, że nikt nie pilnuje, to nie ma co się ograniczać. Czasem mówiły bez żenady, że wchodziły za potrzebą fizjologiczną, a czasem, "bo się zaczytały". Ośmiokrotnie weszły też osoby podające się za właściciela ziemi w rezerwacie, które zgodnie z decyzją wojewody ustanawiającą rezerwat - mają prawo do niego wchodzić. Pytanie tylko, po co to robią (na własne ziemie nie wchodzą, bo nieużytkowane zarosły trzciną).

Wykres 2. Deklarowane powody włażenia do rezerwatu










 
Wykres 3. Zmiany w proporcji deklarowanych powodów włażenia do rezerwatu po kolejnych akcjach wbijania pali. Kolory jak na Wykresie nr 2

     I na koniec jeszcze raz składam serdeczne podziękowania dla wszystkich osób i instytucji, które aktywnie wsparły nasze działania - finansowo, materialnie i swoją obecnością. Szczegóły są poniżej, podobnie jak relacje do poczytania, jak komuś jeszcze za mało :)

dyskusja o tym co robimy w Mechelinkach


Czynną ochronę rezerwatu finansują:

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku

Wojewódzki Konserwator Przyrody w Gdańsku


Pomogli nam:

Nadleśnictwo Gdańsk
400 ślicznych pali sosnowych i świerkowych z transportem
Inspektorat Ochrony Wybrzeża
Urzędu Morskiego w Gdyni
Uzgodnienia i pozwolenia

Liga Ochrony Przyrody
Zarząd Okręgu Gdańsk
Wsparcie i lobbing :)

Zjada mikołajka?!?!
Fot. Szymon Bzoma / 4 lipca
Fot. Szymon Bzoma / 4 lipca
Wydarzenia z drugiego rezerwatu, o który dbamy:
Mechelińskie Łąki
Podeptane nie są tak ładne...

Fot. Elżbieta Grochocka
Fot. Elżbieta Grochocka

Fot. Szymon Bzoma

Fot. Justyna Naumowicz
Fot. Justyna Naumowicz

17 maja - wystartowaliśmy! Dzień tablic. Silna ekipa postawiła tablice i pale pod przyszły płot. Pale dostaliśmy od Nadleśnictwa Gdańsk z siedzibą w Gdyni, za co serdecznie DZIĘKUJEMY. Wkopywali je: Katarzyna, Ela, Jowita, dwóch Piotrów, Mikołaj, Seweryn, Szymon i pod koniec Mateusz. Szczególne wyrazy uznania dla zawodowców, co smarowali pale cuchnącą cieczą... :) Nikt sobie krzywdy nie zrobił przybijając gwoździami tablice do pali, a ze strat można odnotować komórkę Szymona, zgubioną dzień wcześniej podczas wybierania pali. I mimo że wiadomo, gdzie zaginęła - nie odnalazła się nawet z użyciem wykrywacza metali...
     Niestety wydźwięk dzisiejszych tablic jest mocno restrykcyjny - zakazy wstępu itp. Chyba trzeba jakieś takie bardziej soft zrobić - typu "daj urosnąć Mikołajkom - nie depcz ich" albo coś w tym stylu - co wytłumaczy, usprawiedliwi sens tej ochrony. Albo w ogóle powinniśmy zrobić tablice z opisem walorów miejsca - kto zechce, podejdzie przeczyta. Tylko, że koszty koszty koszty...
     I oczywiście musiał być i moment bardziej emocjonujący: gdy kopaliśmy w Rewie, wjechało na wydmę samochodem dwóch typów. Co poszaleli, to ich, ale "niestety" wypuściła ich dopiero Policja, odholowując samochód w świat (promile). A nam doniesiono, że typy zabrały się do psucia tabliczek. Jutro się okaże co zdemolowali. Ale wiemy kto i mamy świadków. Trzeba przejść i przez to. Oby po wytrzeźwieniu przyszło i na nich otrzeźwienie.

18 maja - w Rewie jeden słupek już wyrwany i jedna "psia" tabliczka połamana. Kilka pali było mocno ruszonych, ale nie dały się wyrwać. Tablice pokrzywione. Wiemy kto (kolesie od zarekwirowanego samochodu), ale nie wiemy czy coś z tym zrobimy. Ludzie się w miarę słuchają (z 52 upomnianych osób tylko/aż 6 olało pilnujących). Teraz zostawiamy pilnowanie rezerwatu aż do czwartku.

20 maja - kilka słów o mikołajku nadmorskim w Dzienniku Bałtyckim:

kliknij by przeczytać

23 maja - w rezerwacie wcale nie ma tak dużo ludzi jak nam się początkowo wydawało. Może powoduje to fakt, że pogoda nie jest najlepsza, może nasze tabliczki. Upomnieni grzecznie wychodzą z rezerwatu, choć zawsze znajdzie się ktoś, kto woli nabluzgać. Niestety wodna awifauna rezerwatu widziana z plaży prezentuje się nędznie - para krzyżówek. Są pliszki cytrynowe i wróblaki. Przyjdzie czas i na zmianę tego stanu.

1 czerwca - temperatura wzrosła i od razu padł niezły rekord - na teren rezerwatu wlazło 237 osób (w tym aż 105 rowerzystów), z których 43 nie zechciały wyjść po upomnieniu. Z 25 wprowadzonych do rezerwatu psów, 17 było nie na smyczy... Naprawdę wynik dający do myślenia, czekamy na wakacje... Wkrótce damy tu wykresy ilustrujące powszechne nieprzestrzeganie przepisów obowiązujących w rezerwacie... Szczęśliwie zdewastowane zostały tylko tabliczki od strony Rewy, natomiast konieczne jest postawienie tabliczek informacyjnych wzdłuż plaży...

Fot. Justyna Naumowicz

3 czerwca - ukazał się artykuł o rezerwacie i o tym co robiumy w Dzienniku Bałtyckim. Kliknij, żeby przeczytać:

5 czerwca - taki fajny meil do KULINGa przyszedł, temat: Mechelinki (pisownia oryg.).
Boze jak Was czytam to chyba was pogieło!
ja i tak bede jeździl rowerem nadal !!!! a wasze paliki moze sobie gdzies indziej wbijcie bo to dziecinada.
zajmijcie sie lepej niedxwiedziami

7 czerwca - Bardzo stresująca jest praca w rezerwacie. Albo pretensje, albo rady, ale dużo gawędzenia. Dziś zrobiliśmy kolejny krok na drodze do powszechnego potępienia - od strony Rewy, gdzie zniszczono nam 3 tablice i wyrwano kilka pali - walnęliśmy drut kolczasty. Teraz żeby wjechać rowerem na "ścieżkę" - trzeba wyjść na plażę i obejść wielki krzak rokitnika. Za nim wbilismy tablice z rezerwatem i napisem "Zakaz wstępu" - ale złudzeń nie mamy, rowerzyści będą tam przełazić. Wtedy zastanowimy się nad zagrodzeniem całego rezerwatu :) Tymczasem czeka nas analogiczna akcja od strony Mechelinek i umieszczenie co najmniej pięciu tablic z informacją o zakazie wstępu do rezerwatu wzdłuż plaży.

Czas drutu kolczastego. Fot. Szymon Bzoma

19 czerwca - za komentarz muszą wystarczyć fotki, powoli opadamy z sił (psychicznych):



22 czerwca - w weekend pogoda pod psem, za wiele w rezerwacie się nie działo. Do rezerwatu dziś weszły "tylko" 62 osoby. 16 z nich oczywiście za nic miało informacje, że to rezerwat i nie wolno łazić czy jeździć. Dużo czy mało? - ciężko ocenić. Rowerzystów było 18, psów 15. Oczywiście są zniszczenia w ogrodzeniu od strony Rewy i pogięte tabliczki... Za to mikołajek rośnie w najlepsze, szkoda, że między nim nie biegają pisklaki... może za rok?

Fot. Elżbieta Grochocka
Fot. Elżbieta Grochocka

29 czerwca - minął dość spokojny weekend. Spokojny, bo pogoda znięchęciła ludzi ("tylko" 110 weszło do rezerwatu w dwa dni), ale pojawiły się za to quady. Rozjeżdżają wydmę, a te dodatkowo zniszczyły szuwar. Taka zabawa. No nic, sprawa jest w toku i liczymy na pozytywny finał, gdyż Urząd Morski ma szerokie uprawnienia w tej kwestii i chce je wykorzystać. Tymczasem mamy szkody i naruszenia dobrze udokumentowane, choć goście zwiali jak niepyszni gdy zobaczyli, że ktoś idzie w ich stronę.

3 lipca - kilkugodzinne wybieranie pali na jutrzejszą akcję skończyło się na małych stratach - jeden zmiażdżony palec :) Wielkie podziękowania za pomoc dla p. Marka - leśniczego z Dębogórza. No i do jutra!

Fot. Katarzyna Żółkoś / 3 lipca

4 lipca - zrobiliśmy wielką akcję (było 20 osób) grodzenia całego rezerwatu od strony plaży! Wkopaliśmy ok. 230 pali podarowanych i przywiezionych przez Nadleśnictwo Gdańsk. Wszystko dzięki zapałowi i zaangażowaniu Katarzyny :) Były emocje, spławianie morzem bali, bąble na rękach i wyżerka na koniec :) Szczegółowa relacja i lista uczestników wkrótce się tu pojawi. Tymczasem kilka fotek i wielkie podziękowania dla wszystkich!

Fot. Szymon Bzoma / 4 lipca

Fotorelacja z wydarzeń czwartolipcowych - kliknij tu!

Fot. Katarzyna Żółkoś

8 sierpnia - pale wkopane! - tym razem ekipa była, można by rzec, nieliczna. Zjawiło się raptem siedem osób, zaprawionych w bojach ze szpadlami i balami. Po kolejnych zakupach szpadli (poprzednie rozeszły się po obozach) można nawet zaryzykować stwierdzenie, że KULING ma więcej szpadli niż członków :). Tak czy owak kluczem do niebywałego sukcesu było odpowiednie rozłożenie bali przez jeżdżącą maszynę, sprawne kopanie małych dołków, a nie plażowych grajdołów oraz perspektywa deszczu. Miało padać o 14 i zaczęło padać o 14 - a my mieliśmy już skończone!!! 150 słupków z okładem, każdy z poprzeczką w SIEDEM osób. Kto był poprzednio - wie jaki to wyczyn :). Ponieważ nikt nie miał czasu robić zdjęć - fotorelacji raczej nie będzie. Zobaczyliśmy też kilka niepokojących zjawisk w rezerwacie, którym przyjrzą się pilnujący i napiszemy o nich za kilka dni.

statystyka