Tomek Raczyński, którego zdjęcia możecie podziwiać czytając o połowach na Pacyfiku, za jedno ze swoich zdjęć zrobionych podczas takiej wyprawy, został wyróżniony w prestiżowym konkursie WILDLIFE PHOTOGRAPHER OF THE YEAR (2010) wyróżnienie w oryginale, wraz z opisem możecie obejrzeć tu: link
|
Poniżej relacje Tomka Raczyńskiego z jego pobytu na wodach opływających Ameryki. |
- No, co tam pan Poliak? - moje przybycie na mostek wita z uśmiechem niski grubasek, który tutaj jest pierwszym oficerem. Więc znowu na Pacyfiku, tym razem na statku rybackim pod banderą litewską, choć w sumie nie do końca to takie oczywiste, ale od początku: |
![]() |
Margiris jest zarejestrowany w Klajpedzie |
Czas odpoczynku minął szybko, nawet bardzo szybko. Nie wiadomo kiedy znalazłem się znowu na oceanie i to pod samiuśką Rapa Nui, a właściwie już chyba za, bo pisząc te słowa jestem na około 114oW. Jeszcze niedawno piłem piwo z kumplami na starówce w Olsztynie, a tu bach, jestem już w samolocie. Lot był spokojny, no poza turbulencjami nad Andami, ale to w sumie standard. Jedna rzecz mnie przeraża, mnogość Chińczyków, wszędzie ich pełno... Jedna Chinka chyba w obawie przed jakąś grypą miała maseczkę na twarzy, wyglądała komicznie. Napisałem pełno, to wcale nie znaczy, że pół samolotu było żółte od małych żółtych ludzików, z których każdy w swych żółtych rączkach trzymał nie czerwona książeczkę Mao, a czerwony paszport. Było ich tam kilkanaście, ale... to lot z Europy do Ameryki Łacińskiej, więc można by się spodziewać, że Chińczyk będzie rzadkością. Tym bardziej, że do Pekinu z Paryża leci się chyba znacznie lepiej nie zahaczając o Amerykę.... |
![]() |
Larus dominikanus |
Swoich wschodnich współtowarzyszy podroży poznałem już na lotnisku w Paryżu. Tzn. jak siedziałem w barze tuz przed wylotem, to tylko popatrzyłem na trzy stoliki dalej i już wiedziałem, że to są moi słowiańsko - bałtyjscy towarzysze ze statku. Nawet nie musiałem za bardzo słuchać w jakim języku oni gadają, nie myliłem się! Gorzej było z elementem flamandzkim - ich było mało, byli w rozproszeniu i jakoś tak poubierani, że mieli pozakrywane swe wieśniackie tatuaże, co jest dosyć istotna cecha diagnostyczna Holendrów, a już na pewno ich marynarskiej części. Dosyć cicho się zachowywali jak na Holendrów, ale jak było ich mało, to tak silnie nie działał efekt stada. W samolocie łatwo było poznać szczególnie jednego z marynarzy. Pomijając jego mało rozgarnięty grymas twarzy, który dopiełniały ciągle otwarte usta ułatwiające hiperwentylację płuc, behawioralnie też był (w sumie nadal jest :) specyficzny. Jak się widzi kolesia, który odnosi obsłudze samolotu 5 pustych buteleczek po winie, a jego odzież jest w 75% pokryta zawartością buteleczek. Mógł wziąć białe wino, nie byłoby to tak widoczne. Monotonia bieli koszulki została urozmaicona elementami różu, a właściwe biel była tylko dopełnieniem tego różu. Jedna łata w tym miłym kolorze zajmowała prawie cały przód koszulki i dużą część jej tyłu. Skarpetki też zmieniły kolor na podobny. Trzeba być naprawę mistrzem i geniuszem, żeby tak dokładnie zmienić kolor swego ubrania taką skromną ilością wina, ale cóż... Tylko go zobaczyłem, od razu wiedziałem że z nim gada się po rosyjsku. |
![]() |
Valparaiso o poranku |
Zawsze proszę o miejsce między oknem a piękną pasażerką, a teraz niestety takowe było zajęte, wiec teraz siedziałem między korytarzem, a obok miałem Chilijkę, dosyć ładną jak na swój wiek, tak na oko koło 70 lat (nie spoko, to była obiektywna ocena, jeszcze nie jestem geriatofilem, generalnie ciągle wolę młodsze), a obok niej siedział mąż, który miał juz mało modną fryzurę w Europie. Czyli włosy dłuższe, które były w fikuśny sposób poukładane tak, żeby zakryć te części mózgoczaszki, na których juz żadne włosy nie chcą rosnąć. Okazało się, że mój hiszpański nie jest tak tragiczny, bo trochę mogłem sobie pokonwersować. Para wracała z Niemiec, odwiedzali rodzinę tego starszego pana. Pan był trochę starszy od pani, a że ma żywe kontakty ze swoją rodzina ze swojej ojczyzny, wydedukowałem, że pewnie urodził się jeszcze w Niemczech. Jestem pewien, że to jest ta emigracja powojenna, a kto po wojnie wyjeżdżał z Niemiec do Amerki Łacińskiej? Ciekawe, co miał za uszami. On akurat był mało rozmowny, a ja nie miałem odwagi zapytać, ale tak czy inaczej ta kwestia przez kilka dni nie dawała mi spokoju. |
![]() |
Żaglowiec marynarki wojennej |
![]() |
i taki inny też wojennej marynarki |
Po wyładowaniu, jak zwykle z szybkością błyskawicy, znaleźliśmy się na naszej transportowej łajbie - Pearl Streamie. Tzn. my, ale bez 3 osób z ruskimi paszportami, oni mieli jakiś problem. Jak zapytałem Hugo - kapitana Pearl Streama co z nimi, to on, że oni nie mogą sami jeździć. To się pytam jak to? Przez to, że nie mają wiz, to potrzebują eskorty jakby chcieli uciec? Nie, niani - z uśmiechem odpowiedział Hugo. Pewnie to z winy Fransua. To jest wyjątkowo ciekawa jednostka, nasz mechanik o wyraźnie negroidalnych rysach, tylko ciut jaśniejszy. Mieszka w Palandze, paszport ma rosyjski. Ponoć na granicy zawsze mu się mocno przyglądają. W sumie murzyn z rosyjskim paszportem to dość nietypowe. Po rosyjsku gada perfekcyjnie, ponadto zna angielski, francuski, hiszpański, portugalski no i litewski. Zapytałem się go skąd jest, to on, że z Palangi. No dobra, ale gdzie się urodziłeś? To on z uśmiechem, że w Moskwie. No ale skąd są twoi rodzice? No i doczekałem się odpowiedzi na jakiej mi zależało - Wyspy Zielonego Przylądka. Chłopaki zaczęli wtedy się śmiać, że zaraz zapytam o jego dziadków i resztę przodków. W sumie mogłoby to być ciekawe, bo murzynów tam ściągnęli Portugalczycy, głównie po to żeby ich transportować dalej do Ameryki, a sądząc po jego jaśniejszej karnacji, Fransua pewnie też ma portugalskich atenatow. |
![]() |
Pearl Stream, wysadził nas i teraz przez tydzień będzie plynąc z powrotem do Chile |
| Okazało się że łowisko jest strasznie daleko, więc tydzień płynęliśmy w jedną stronę, a byśmy płynęli jeszcze dłużej, gdyby nasz statek nie wypłynął nam na spotkanie. Pogoda była średnia na jeża, w zapowiedziach po drodze mięliśmy mięć dwa sztormy, tak na dobra sprawę był jeden, tzn. nic strasznego, tylko 7, ale dla tej krypy to wiele. Pierwszy oficer stwierdził, że też się nie boimy się nią pływać, toż ten enerdowski złom ledwo się trzyma. Hmmm my?? A on?? My tu króciutko płyniemy, a on siedzi i się na niej męczy pół roku.... Ale było wesoło. Podczas tej siódemki raz na jakiś czas niegrzeczna fala obryzgała się o kadłub naszej krypy, a dowcipne wiatrzysko drwiło z powszechnego prawa grawitacji (które na dobrą sprawę działa tu na trochę innych zasadach niż na lądzie) i pióropusz dawnej fali lądował na pokładzie i na nas zostawiając w ustach uczucie słonej wilgoci. |
![]() |
To bardziej luksusowa forma przesiadki |
| Teraz mogę powiedzieć, co ty wiesz o multikuturowości? Jeśli nie byłeś na dawnym Enerdowskim trawlerze pływającym teraz pod banderą liberyjską (oczywiście jedynym znakiem tego kraju jest tylko jego flaga na rufie, bo na pokładzie tego statku chyba nie było nigdy żadnego Liberyjczyka jak i sam statek nigdy w Liberii nie był). No i na pokładzie tego dziwoląga w jadalni siedzi dwóch Filipińczyków oglądających Obcego z rosyjskim lektorem. Jednym słowem tygiel, ale ja tak lubię. |
![]() |
Ryby nie ma ale robota zawsze się znajdzie |
| Ja jak zwykle zabijałem czas na rozmowach z Hugo. Uważam, że jest spoko koleś, aczkolwiek chyba go tam mało kto lubi ze względu na to, że jest Niemcem. Holendrzy nim pogardzają, Ruscy za plecami się śmieją, oczywiście oficjalnie jest wszystko ok. Zeszliśmy na temat emigracji niemieckiej w Chile. Mówi, że pierwsza fala emigracji jest spoko - to ci, co przyjechali z 200 lat temu. Oni są chyba najbardziej zasłużeni dla kraju, dosyć nieźle go rozwinęli i tak naprawdę mieli duży udział w tworzeniu chilijskiej armii. Nie lubi bardzo tej emigracji po II wojnie światowej, wiadomo, kto tam przyjeżdżał. Chyba jeszcze była jedna fala, ale juz mniejsza po upadku komuny, ich też nie lubi. Chyba mało który Enerdowiec lub Sztasi. Należy zaznaczyć, że żona Honeckera chyba do tej pory żyje i mieszka w Santiago de Chile. Opowiadał też o swoim ojcu, tzn. powiedział tylko tyle, że ojciec nic nie mówił o wojnie i tak naprawdę nie wie, co on podczas wojny robił. W domu to było tabu, ale sam by się bał zapytać. Powiedział, że raz miał ze swoją wcześniejszą załogą rozmowę. Młody Rosjanin zapytał go, co jego ojciec robił w II wojnę światową, gdzie służył? A on skłamał i powiedział, że nigdzie, bo był za młody. Rosjanin nie ustępował i zapytał: a dziadek? Dziadek też nigdzie, bo był za stary. Z dziadkiem akurat nie skłamał. Zresztą ciekawe jest, co rodzice i dziadkowie tego młodego Rosjanina robili podczas II wojny? Hugo opowiedział ciekawy epizod z wojny, że tu gdzieś na południu tylko nie wie dokładnie czy na Atlantyku czy Pacyfiku, był jeden, ubot, do którego nie dotarła na czas informacja o kapitulacji Niemiec i tak przez 3 tygodnie po wojnie prowadził działania wojenne, zanim chłopaki nie dobili do jakiegoś portu w Argentynie. W sumie chyba źle nie mieli, bo prosto z kei mogli się udać do biura emigracyjnego i złożyć papiery o pobyt stały, nie musieli wcześniej kabinować jak tu z Europy uciekać. |
![]() |
Na statku rybackim trzeba się ciągle bawić z mniejszymi lub wiekszymi linkami |
| Odkąd w domu zaopatrzyłem się w kompas, zaczął gryźć mnie pewien problem. Logiczne mi się wydawało że kompas pokazuje najbliższy biegun, więc na południowej półkuli pokazuje południe, a na północnej północ. Ale tak szczerze nie byłem pewien, tym bardziej że nie widziałem, żeby w sprzedaży były inne kompasy na półkule północną i na południową. A jeśli tak, to jak działa kompas na równiku? Jeśli tak jest, to kompas na równiku powinien być kompletnie nieprzydatny!!! Szukałem w necie i za bardzo nie mogłem nic na ten temat znaleźć. Ale zapytałem Hugo, bo w sumie miał nawigację i tym podobne rzeczy na studiach. I okazało się, że kompas zawsze pokazuje PÓŁNOC!!! Jeden biegun ma plus, drugi minus i tak to działa!!! Mogło być inaczej parę tysięcy lat temu, jak pola biegunów były zamienione. No i kompas jest bezużyteczny powyżej 85o na północy lub południu, związane jest to z tym, że biegun magnetyczny i geograficzny są w sporej odległości od siebie a kompas zawsze pokazuje ten magnetyczny, który notabene lubi zmieniać czasem swoje położenie. W sumie dostałem godzinny wykład na temat kompasu i nawigacji, z której wiele w mojej już nie tak kudłatej, ale rozczochranej, nie zostało. Nawet jak by ten wykład był po polsku, to też by wiele nie zostało, bo zagadnienia z fizyki zawsze starałem się, jeśli nie omijać szerokim łukiem, to przynajmniej ignorować. |
![]() |
Naprawa sieci |
Jest taka fajna szanta - kiedy szliśmy przez Pacyfik, zwiało nam z pokładu skrzynki... I tak samo było na Pearl Streamie. Też jak szliśmy na łowisko, przez Pacyfik oczywiście, to zwiało nam z pokładu skrzynki i worki. Ale nie pełne śledzia i sardynki, ani nawet jeżowców, tylko śmieci. Długo czekali zanim wywalili to za burtę, chyba z trzy dni. Śmieci zbierały się przez dwa tygodnie stania na redzie w Chile, a potem na otwartym oceanie można było je już spokojnie wyrzucić. Kurde jak to mnie wkurza!!! |
![]() |
Wesoła brygada z przetwórni czyli Khalifa ze swoją peruwiańską bandą |
Kurde, po kilku dniach na morzu komputer mi padł. Najpierw myślałem, że to choroba morska, potem okazało się, że nie!!! Kompletna masakra!!! Siadło wszytko!!! Zero współpracy, czarny ekran!!! I w ten sposób poznałem lokalnego, statkowego eksperta od komputerów, tzn. to informatyk amator Marko, - który okazał się być pierwszym oficerem na statku, na który właśnie płynęliśmy. Zajęło to kilka dni, ale udało się odratować dane, zrobić format i zainstalować na nowo system. Dzięki temu jestem szczęśliwym posiadaczem komputera z rosyjskim Windowsem XP i masą innych programów też w tym języku. Tak na marginesie jestem pełen podziwu i wdzięczności rosyjskim informatykom, co oni z tego mają? Zrobili płytkę, na ktorej jest chyba z 200 programow, tylko odznaczasz co chcesz, bez żadnych kodow, bez potrzeby potem rejestrowania tego w necie wszytko ci się na raz instaluje. Jak przypomnę sobie, co miałem rok temu ze swoim officem... Legalnie kupiony w sklepie, po miesiącu na rejsie odmówił współpracy, bo go nie zarejestrowałem w necie. Zapewne dlatego, że ten komp wtedy nigdy do netu nie był podłączany. Musiałem z satelitarnego telefonu dzwonić na ich infolinie coby jakieś kody dostać. A tu mało, że za darmo, to jeszcze bez tych wszystkich ceregieli. Jedyna rzeczą, jakiej mi brakuje - to straciłem słowniki polsko angielski a także hiszpański i niemiecki, ale mogę sobie zainstalować słowniki na parę języków oczywiście: rusko-angielski, rusko-hiszpański itd... No i jeszcze jedna rzecz, dosyć istotna, której nie dało rady zrobić. Nie mam polskich liter :( - a to jest wkurzające, raz z pisaniem (np. tego maila), dwa z czytaniem napisów pod filmami, gdy zamiast "ć" wyskakuje ?. Już po pierwszym dniu przywracania komputera do życia, wtedy jeszcze nieudanym, ale juz było widać światełko w tunelu, postanowiłem oddać mojemu komputerowcowi butlę percowki na miodzie Nemirova. Żal był straszny, bo to było przeznaczone na dezynfekcje swojego ciała po rejsie. Marko stwierdził, że nie można pić na naszym statku, na który mieliśmy się przesiadać na następny dzien. Ja mu mówie, że ja nie piję, tylko mu daję flaszkę. Po czym odmówił tak jak prawdziwy Prwosławny się żegna, czyli trzykrotnie, (bo przecież Bóg jest w trójcy), ale flaszkę koniec końców wziął. Może dlatego, bo normalnie do Cerkwi nie chodzi. Mi się lżej zrobiło, bo nie wiem, w jaki inny sposób bym się mu odwdzięczył. |
![]() |
wesoła ekipa Filipinców ze statku transportującego nas na łowisko |
W końcu udało dostać się na nasz statek. Pierwsze wrażenie to jest, ogromny!!! W sumie jak reszta statków tej kompanii. Potem połaskotał moje zmysły ten jakże przyjemny zapach dla każdego rybaka, czyli zapachu białka zwierząt morskich zalęgających od kilku dni w na pokładzie. Białka już od jakieś czasu mało świeżego, delicje!!! Statek nazywa się Margiris. Rodzimy port to Kłajpeda, ale zaraz, coś jest nie tak, dlaczego bandera wisi holenderska, a nie litewska??? Okazało się, że holenderski kapitan wpadł na ten genialny pomysł. Ja już zacząłem sobie żartować, że Holandia napadła na Litwę i zabrała im Kłajpedę. Na to Litwini, że oni odbiorą Holendrom Amsterdam. |
![]() |
Kurde...co to tak błyska? |
Po pewnym czasie dostałem w końcu swoją kajutę. Fajna, tylko dla mnie, z oknem na... no właśnie jak, na co???... Na morze!!! Ale zaraz, dlaczego ta kajuta to statkowy szpital?! Hmm, ale ja nie jestem chory, mówię do Marko, który jako pierwszy oficer mi tą kajutę przydzielił. On na to, z perfidnym uśmiechem, że na koniec rejsu będę. Super, dzięki!!! W sumie kajuta mi się podoba, jest duża i jestem w niej sam. No i jak każdy szpital jest na górze, pod samym mostkiem, czyli w części oficerskiej. To akurat jest dobre. Od razu zaczęła mnie zastanawiać jedna rzecz. Co będzie, jak będzie jakiś wypadek??? Już oczyma wyobraźni widzę kolesia bez ręki lub z roztrzaskaną czaszka i mózgiem na wierzchu, którego w środku nocy wnoszą do mojej kajuty, wywalają mnie z łóżka, kładą na mojej pościeli, a krew tryska dookoła na wszystkie moje rzeczy. Jak do tej pory nie byłem jeszcze na rejsie, coby nie było poważnego wypadku. Na razie tylko kilka razy przychodził tu ktoś z mostku po lekarstwa. W sumie mam w swojej kajucie całą aptekę. Więc się mogę leczyć i leczyć... W spisie znalazłem nawet morfinę, ale na półce jej nie widziałem. Znalazłem też trzy duże paczki Dureksów topsafe. Hmm, tu nie ma żadnych bab, więc po co kondomy na statku? Trochę mnie to niepokoi. Ale Marko mi wytłumaczył, że czasem jak stoją w porcie i marynarze chodzą na dziwki, to se mogą wziąć. Hehehehe, myślałem, że o takich rzeczach to marynarze powinni sami myśleć, a nie ich szefowie. Ale jeśli to na portowe dziwki, to mi kamień z serca spadł. Jeszcze jedna ciekawa rzecz jest w mojej aptece. Dwa białoruskie worki na trupy, rozmiar duży, z uchwytami. Myślę, że do takiego wora by chyba z dwóch Peruwiancow weszło albo i trzech. Taki worek by mi się przydał na plecak, coby nie zmókł na deszczu lub nie poniszczył na lotnisku. Chciałbym widzieć minę kobiety przyjmującej bagaż przed odlotem, jakbym postawił jej na taśmie plecak zapakowany w worek na trupa. |
![]() |
Kurde...podasz mi tę linę? |
Na łowisko wzięliśmy kapitana z Martie Teodory, coby go dowieźć na jego statek. To ten, z którym pływałem rok temu. Gość jest spoko, tylko wygląda jak Shrek, tzn. jak duży Shrek, a nawet baaardzo duży Shrek. Gość jest wyższy ode mnie, a jego skora jest napięta do granic możliwości lipidową zawartością jego ciała. Jego waga jest trzycyfrowa i myślę, że pierwsza cyferka tej wagi chyba nie jest jedynką. Istne monstrum. Na Margirisa wszystkich nas przetransportowano dźwigiem w klatce - to luz. Ale dwa dni później jego na jego statek - to już w pontonie. No tak, ale żeby do pontonu się dostać, to już trzeba być sprawnym jak małpa, żeby zleźć po tej drabince i wskoczyć do pontonu w odpowiednim czasie. Zwłaszcza, że ponton na fali raz jest wyżej, raz niżej, poziom się zmienia co parę sekund o kilka metrów - i jeśli w odpowiednim momencie do pontonu nie wskoczysz lub na czas nie wejdziesz do góry po drabince, to ci może nogi połamać. Chciałem, dać mu płyty dla Żeni na jego statek, to był zły moment. Bo podszedłem do niego jak nerwowo próbował zapiąć kamizelkę, w którą się za cholerę nie mieścił, zresztą nie sądzę, żeby ta kamizelka była na taka masę. Zobaczyłem duże cielsko z małymi oczkami, a w nich przeraźliwy strach, tak jak by zaraz miął stanąć przed plutonem egekucyjnym. Koleś widać się bał masakrycznie. Jakoś udało mu się do tego pontonu wleźć, ale potem miał problem. Bo już na jego statku popsuł się dźwig jak ponton z nim podnosili. Wiec musiał wleźć po drabince. W połowie drogi powiedział, że nie da rady, żeby mu pomoc. Ha! ciekawe jak? W końcu jakoś się udało i się wgramolił. Oj, koleś nieźle się zapuścił, skoro jego mięśnie nie są w stanie utrzymać jego ciała. Gość stwierdził, że to ostatni raz. Szkoda by było, bo gość jest spoko. Nasz pierwszy te niedługo może mięć taki sam problem, gość się też trochę zapuścił. Chłopak dwa lata młodszy ode mnie, o głowę niższy i waży 95 kg. W ogóle się nie usza, kurzy szluga za szlugiem, a na objazd nakłada sobie z trzy razy tyle co ja i jeszcze co chwila wstaje po chleb. No w sumie to dobre, bo idąc po chleb ma trochę ruchu. Ja, żeby nie dołączyć do tego grona, to staram się jeść mniej i dużo białka, potem sobie ćwiczę, żeby aminokwasy zostały aminokwasami w moim organizmie, a nie ulęgły przemianie na lipidy. |
![]() |
Nasz pierwszy na mostku |
Jadąc tu na Margilisa byłem trochę negatywnie nastawiony, bo ponoć to była spalarnia śmieci, kajuty ma na przedzie, to kołysze niemiłosiernie, no i w środku wszytko jest pomalowane na szaro i przypomina wiezienie. No i że nie ma prysznicy w kajutach - są zbiorcze. Okazało się to prawdą taką nie do końca, a właściwie bzdurą. Margiris, fakt, był jednym z czterech statków służących do spalania chemikaliów na pełnym morzu. Ale tylko go wybudowali, to od razu tego zakazano i statek nigdy swej funkcji nie spełniał. Dali go na przeróbki, tzn. wydłużyli o parę metrów i zaadaptowano na statek rybacki. Kajuty mają normalny kolor i w każdej z nich jest kibel i prysznic. Część oficerska jest spoko, ale dół jest trochę gorszy, bo tam kajuty są sześcioosobowe, a to już jest trochę ciasno. W sumie przez to, że jesteśmy na dziobie, nie zauważyłem żeby bardziej bujało. Wkurza tylko czasem jak jakaś większa fala walnie w dziób, to hałas jest niezły. Nie żeby mi to przeszkadzało, ale człowiek zadaje se pytanie, czy ten statek właśnie się przypadkiem nie rozwala, bo huk jest masakryczny. No i wszytko w mojej kajucie trzeszczy, najbardziej chyba łóżko. W życiu nie miałem tak skrzypiącego łóżka, a skrzypie ono nawet wtedy, jak leżę nieruchomo lub w ogóle w nim nie leżę! Po prostu na falach wszystko pracuje, to znaczy wygina się. Żarcie jest spoko, mimo że za bardzo produktów nie ma, o świeżych warzywach i owocach można zapomnieć, ale widać ze litewski kucharz się stara. A nie jest łatwo, gdzie nie ma nawet cebuli!!! Takiej grandy jeszcze nigdy nie było. Ale nie ma na śniadanie jajek, hurra!!! Pewnie to dlatego, bo się skończyły. Za to codziennie jest miecznik, tzn. poza nim jest zwykle mięcho, ale jak ktoś lubi rybę, to codziennie może ją jeść:) No i jest coś, a'la świetlica czy sala telewizyjna. Na innych statkach też jest, ale na Martie Teodorze została przerobiona na kajuty, a na Annelise Ilenie jest ciągle zamknięta i tylko dla Holendrów. Tu za to jest ciągle otwarta i ciągle lecą ruskojęzyczne filmy i jest czysto i wygodnie. Wiec statek nie jest zły. |
![]() |
Montowanie siatki na pompie |
Wchodząc na pokład trochę niepewnie się czułem, bo wszyscy się tu znają witają, a ja nikogo nie znam. Oooo z nami jest Manuel, Mulat z Peru, kiedyś z nim płynąłem Pearl Streamem do Chile, bo miał wypadek, wiec płynął do szpitala. Potem się okazało że kojarzy mnie parę osób z Pearl Streama, ja ich w ogóle, ale luz. Załoga wygląda na spoko, już się nawet z co niektórymi zaprzyjaźniłem, ale ja z łapaniem nowych znajomości to za bardzo nie mam problemów. W ogóle jak tylko wlazłem na pokład zaczęli mnie wypytywać czy jestem fotoreporterem i z jakiej gazety, to przez mój aparat:) I zaczęło się z Peruwiańcami. W sumie jako jedna z nielicznych osób traktuje ich bardziej po ludzku i staram się z nimi gadać. Głównie żeby szkolić swój hiszpański, ale generalnie jestem ciekawską osoba. No i już mam tego efekty. Na 16 Peruwiańczyków nikt nie ma laptopa (ruskojęzyczni maja chyba w większości). Więc zaczęli do mnie przyłazić, a to coby zdjęcia pozgrywać, a to muzykę nagrać. Ostatni przyszedł z kartą pamięci żeby mu zdjęcia nagrać, tylko nie wszystkie, a część. Bo to nie jego karta a kumpla i nie chciał mieć zdjęć jego rodziny. Przeglądając zdjęcia zobaczyliśmy zdjęcia właściciela, a to Peruwiańczyk najbardziej słusznych rozmiarów. Do najbardziej idealnego kształtu w przyrodzie (kuli) mu niewiele brakuje, podejrzewam ze Michelin robiąc swa maskotkę wzorował się na nim, tylko maskotka mu nie wyszła - jest jakaś za szczupła. Zdjęcie by było ok, gdyby nie fakt, że koleś był w samych slipkach i zajmował prawie cały kadr. Moi peruwiańscy amigos krzyknęli od razu KACIOLOTE!!! I od razu buchnęli gromkim śmiechem. To właśnie jest ciekawe, że Peruwiańscy marynarze, mimo że mają kontakt z morzem, spośród ponad 80 gatunków waleni znają tylko kaciolote, czyli kaszalota, no może jeszcze znają delfina i na tym ich wiedza na temat waleni się kończy. Myślę, że polskie dziecko potrafi coś tam jeszcze więcej wymienić z nazw tych pięknych ssaków. Ale w sumie biorąc pod uwagę że w szkołach zaszły mocne zmiany od czasu, kiedy kończyłem edukację, to nie jestem tego taki pewien. No potem była kupa śmiechu jak stwierdziliśmy, że kaciolote jest tak duży że zdjęcia z nim zajmują przez to więcej miejsca i dlatego karta pamięci juz jest prawie pełna. |
![]() |
Przygotowywanie trału do następnego zaciągu |
Z rosyjska załogą jak na razie mam dobry kontakt, dużo siedzę na mostku jak jest pierwszy z pomnikami, i se gadamy żartujemy, no chyba ze chłopaki siedzą na rambler.ru . To taki portal, randkowy, co przeszkadza w flirtowaniu czekając za zona w domu czy dziewczyna? Chyba nic. Przynajmniej z punktu widzenia młodych Rosjan. Ale tu nie tylko młodzi siedzą. Jeden z pokładu, juz trochę starszy, jak zobaczył pierwszego, z kim akurat flirtuje to od razu krzyknął, eee ja od razu wykasuj ona z każdym pisze. Wyślę jej lepiej moje zdjęcie od razu będziesz miął ja z głowy. Pokaż, kogo tam jeszcze masz, pokażę ci, kogo wykasować. Rosjanie śmieją się z naszego języka, to znaczy jedno słowo ich strasznie bawi - szalupa. Wymieniasz sz na z i masz fajne rosyjskie słówko, ale juz nie będę pisał, jaki to ciekawy szczegół anatomiczny męskiego organizmu kryje się w słowie zalupa. Sam dostałem tez zestaw coby bezpiecznie moc wejść na pokład podczas wybierania trału i pofocic rybaków. Na zestaw skald się kask i spasicielna rzyleta, czyli kamizelka ratunkowa:) |
![]() |
Przetwórnia, przygotowywanie ryby do mrożenia |
Sfciolem swojego osoledca w końcu. Tylko napisze dla niewtajemniczonych ze jakiś czas temu byłem światkiem na weselu wiec musiałem mięć tez odpowiednia fryzurę, świadkowałem jak na Polaka przystało z szabla i w żupanie a do tego pasuje osełedec, wiec mój wizażysta mi cos takiego wyciął. Pojechałem tak na statek i tu było wszytko ok, ale jak Misza wyskoczył z tekstem ze ja to chyba Polakiem nie jestem tylko, hahlem bo mam hahol na głowie. To juz było za wiele i doszedłem do wniosku ze musze zmienić fryzurę na bardziej sarmacką. Na razie zrobiłem zawody obrzemopliłem się równo i zboczymy czy kłaki z dołu głowy będą szybciej rosnąć niż te z góry. Tak tylko wytłumaczę ze ukraiński osełedec po Rosyjsku nazywa się hahol i z tąd Rosjanie nazywają Ukraińców Hahly. |
![]() |
lajtowo - od 3 pasków, białe adidasy no i z 2kilogramowy złoty łańcuch, mogą być dwa po kilogramie. Jak taki łańcuch będę miał to wszytkim pokaże!! ooo!! |
![]() |
Zrobilem konkurs, które kłaki szybciej rosną - czy te na górze glowy, czy te na dole, na razie idą łeb w łeb |
A jeśli chodzi o polowy to zupełna kicha, ryby są juz gotowe do tarła, ale się prawie w ogóle nie łowią, nie dla tego ze ich nie ma o nie są, ale zawsze we wrześniu są jakieś nerwowe i czujne, zwłaszcza w dzien. W dzień nie ma sensu w ogóle trałować, widzisz rybę na sonarze a ona i tak ucieka, w nocy jest troszkę lepiej, ale tez nie najlepiej, bo jak się ma w dzień nic a w nocy 30 ton to firma chyba jest na minusie. Ostatnio wyłowiliśmy w końcu jakąś rybę, której wcześniej nie widziałem gatunek leszcza morskiego, tzn. tak się to nazywa tłumacząc z angielskiego, bo z naszym leszczem nie ma nic wspólnego poza tym ze tez jest plaski. Ale ten jest taki nie kształtny, promienie niektórych płetw ma strasznie długie, dzięki temu rybka długa na 33cm ma wysokość 50 cm. Wsadziłem ja do lodówy. Są dwie w kuchni musiałem wsadzić do tej, którą jest częściej używana przez kucharza i przez to moje ryby tu trochę zawadzają. Druga zamrażara jest awaryjna, są z nią ciągle problemy. Wina leży ponoć w dwóch polskich elektrykach, którzy ja montowali. Kolesie dostawali, co prawda po 8 eurasow na godzinę, montaż był w Holandii, ale oni na czas montażu mieli ze sobą po 8 litrów spirytu na głowę i to wszytko wypili, no fakt w takich warunkach ciężko się pracuje.... |
![]() |
Selekcja - brzydale idą na bok |
![]() |
Zestaw Bramidae, od góry Taractes asper, Taractichthys steindachner (prawdopodobnie) 33cm dlugości i 50cm wysokości, Brama australis |
Teraz usłyszałem pełną wersje jak to Rosjanie zaczęli tu łowić, oni zresztą byli pionierami po nich przypłynęli inni a teraz nie ma ani jednego ruskiego statku tzn. jest ich dużo, ale to są statki teraz chińskie. Wygląda na to ze Chinole wykupili cala flotę pacyficzna od Rosjan. Ale z ryba było tak ze w 1977 (dobry rocznik:) satelita w tym rejonie zarejestrował duża koncentracje planktonu. Wiec pokombinowali ze jak jest dużo planktonu to może jest tez i cos większego. W 1978 były juz tu dwa ruskie statki zwiadowcze, Rosjanie mieli takich kilka na Pacyfiku. Ich zadaniem było tylko szukać ryby. I jak one łowiły po 20 ton w zaciągu to znaczyło ze przemysłowe będą łowić znacznie więcej i w 1979 zwiadowcze popłynęły szukać gdzie indziej a tu juz była cal flota ruskich statków przemysłowych. |
![]() |
Patrzcie jakiego gumisia złapałem |
Z ptakami tak teraz jest na razie spokój. Są, ale za bardzo nie ma jak fajnych fot robić i nie widziałem jeszcze czegoś, czym można by było się pochwalić, aczkolwiek w końcu udało mi się nauczyć rozpoznawać od siebie petrelce, a to dzięki nowej książce o ssakach i ptakach tego regionu, istna cegła, ale warto ja mięć. Za to przeczytałem " W Patagonii" Bruca Chatwina. Co prawda myślę ze jego późniejsza "Pieśń Stworzenia" jest znacznie lepsza. Jest jeden fragment, co mnie zatrwożył. Cytuje on tam pamiętniki żeglarskie. I było tam o wypadku gdzieś u wybrzeży Chile jak ludzie powypadali do wody za burtę podczas sztormu i zaczęli odcinać sznurki w kamizelkach ratunkowych żeby szybciej się utopić, a to z powodu albatrosów!!!!! Tak te piękne ptaszki rzuciły się na nich dzióbiąc, zrywając czapki z głów i wydziobując oczy. Generalnie albatrosy (pewnie tam były tez inne rurkonose) traktują wszytko, co jest w wodzie za swoja własność i nie ważne czy zjedzą rybie czy oko ludzkie, białko jest białko. Ale co, jak co o to bym ich nie podejrzewał, ale rok temu tez nie przyszłoby mi do głowy ze one nurkują. |
![]() |
burzyk białobrody - obecnie wierny nasz towarzysz |
![]() |
Szaleństwa burzyka bialobrodego |
![]() |
Pelikan peruwiański, choć z Chile, ptaki powinny latać pod wiatr to im by się piórka nie tarmosiły |
Zawsze myślałem ze statek to nie miejsce dla kobiet. Ale okazuje się ze jedna się zdążają. Słyszałem ze na połowach kalmarów na Falklandach często kobity są obserwatorami a u nas na łowisku jeden ze statków ma kobitę kucharkę. Zapytałem dziś w nocy kapitana czy nasza firma zatrudnia kobiety na statkach a on ze póki, co nie. Powiedziałem ze według mnie to nie jest dobry pomysł ze jedna baba na 50 chłopa, to musza być nieźle napięcia. A kapitan na jakichś 50 chłopa??? Jedna baba i ja!!! TO ja na to pewien jesteś?? Jak ona będzie miała 100kg wagi i kolo 60 lat to tez?? A on na to ze będzie musiał najpierw ja zaaprobować. Jak dodałem ze by jeszcze zębów nie miała to na calym mostku wszyscy Holendrzy się zaśmieli tłumacząc mi, w czym jest dobra kobieta bez zębów. Ot i tak wygląda życie na statku. Ahoj!!! Tomasz Ibn Jaqb |