Poniżej zamieszczamy relacje Tomka Raczyńskiego z jego pobytu na wodach opływających Ameryki.
> najnowsza < - > relacja V < - > relacja IV < - > relacja III < - > relacja II < - > relacja I <
Priviet!!!
          No i mam to, co chciałem, miało być tak fajnie a jest jak zwykle.... Dla was też chyba nienajlepiej, bo znowu wam zawalam skrzynkę swoim przymusowym czytowiskiem morskim.
          Ludzie jak sie robi ciepło to się cieszą, upajają się ciepłem wiosennych promieni słońca oraz widokiem coraz śmielej pokazującym swe wdzięki najpiękniejszych na świecie słowiańskich dziewoii, a ja...... Jadę tam gdzie właśnie zaczyna się zima, upajać się widokiem niedomytych marynarzy.... ech.....
          Ale od początku. Podróż, mimo że długa jakoś minęła. Air France jak zwykle linie na poziomie, lecąc z Warszawy do Paryża cały tył samolotu (a siedziałem z tyłu) był żółty, ech ta ekspansja Azjatów. Personel miał trochę problem, bo pasażerowie z kraju środka mieli bardzo śladowe pojecie o angielskim a personel ni w ząb nie znał mandaryńskiego. Wysiadając z samolotu od razu spotkałem znajome ryje Holendrów. Okazało się, że lot z Amsterdamu był mniej więcej w tym samym czasie i w bramce, obok więc już ze znaną mi ekipą mogłem iść szukać bramki, z której lecieliśmy dalej do Santiago de Chile. Przy tej bramce czekała już znajoma ekipa z Kłajpedy. Tu się ucieszyłem, bo był Żenia (Polak, co mieszka na Litwie a ma rodzinę na Białorusi) i Fanur czyli Kłajpedzko-morski Tatar. Ja w sumie nie mam, co narzekać na połączenie, bo wyleciałem o 19 z Warszawy, potem około 2h na przesiadkę w Paryżu i rano czasu lokalnego już byłem w tej lepszej Ameryce. Ci z Kłajpedy musieli wylecieć o 6 rano do Talina potem do Paryża tam mieli parę godzin to jeszcze na miasto skoczyli. Mnie na szczęście ta wątpliwa przyjemność ominęła, jak bym miał do wyboru to wolałbym te parę godzin spędzić w Talinie, który chyba tylko obok Krakowa należy do najpiękniejszych stolic Europy.
Z góry widać że Paryż to jednak jest troche wiocha
Żałuje, że w tym samolocie nie siedziałem przy oknie, widok na zlane porannym słońcem Andy jest oszałamiający, (mimo że z góry wyglądają na górzystą pustynie, na której lepiej się nie znaleźć) i fajnie od niego zacząć przygodę z Ameryką. Chociaż określenie przygoda z Ameryką nie wiem czy tu pasuje, bo ta przygoda trwała zaledwie jakieś 3h. Czyli godzinka na lotnisku. Miłe było moje zaskoczenie, nie zgubili mi tym razem bagażu!!!!!!! Ale pies szukający jedzenia się trochę do mnie przyczepił, ciekaw jestem, co go zaintrygowało, w bagażu miałem z podejrzanych rzeczy tylko przyprawy (wole wozić do przyprawiania surowej ryby swoje, bo pieprz na statku, mają paskudnej, jakości i szkoda psuć smak tym syfem tak super ryby jak tuńczyk czy ostrobok), może tego pociesznego goldenretriwera zainteresował zapach polskiego lasu z plecaka, albo nieupranych jeszcze po ognisku spodni??? Na szczęście skończyło się tylko na pytaniu masz jedzenie? Odpowiedziałem, że nie i mnie puścili.
Lubie te flagę
Potem podróż autobusem jakieś 2h, z okna autobusu dało się widzieć siedzące przydrodze czerwone brzuszki średnich ptaszków, prawdopodobnie Sturnella loyca, a nad polami latały tak jak nasze pustułki Caracary, chyba Milvago chimango. No i po dotarciu do Valapariso, spędziliśmy w porcie 4 min (ostatnie chwile, kiedy widziałem wielopłciowy tłum, ten widok będzie przez najbliższe 2 miesiące mi obcy...) i na statek. Wiec jak zwykle, naoglądałem się tego Chile.... Na redzie staliśmy jeszcze z 6h czekając aż nam w paszporty wbiją pieczątki informujące, że właśnie opuszczamy ten piękny kraj. Na statku super atmosfera, cieplutko, kolejni znajomi. Tylko niezorientowany przypominam, że najpierw trafia się na statek, co transportuje nas na łowisko. Statek jest pod banderą Liberyjską nazywa się Pearl Stream. Stary rybacki trawler produkcji NRDowskiej Kiedyś pływali na nim sami Niemcy teraz niemiecki jest tylko kapitan - Hugo, który musi się głównie po rusku dogadywać ze swoją kaliningradzką załogą. No może poza kuchnią, bo kucharz jest Hindusem, (chociaż nie wiem jak poprawnie nazwać mieszkańca Indii, Indus?? ale to sie z rzeką kojarzy i to płynąca przez Pakistan, bo Hindus kojarzy się z kolei z wyznawcą Hinduizmu i/lub z kimś, kto mówi w Hindi a przecież myślę, że nawet w połowie Indii człowiek się w Hindii nie dogada, po angielsku jest łatwo mów się, że jest "India"i tyle, ale może ktoś mi wytłumaczy jak to jest po naszemu, ...... po ludzku?), i ma do pomocy 2 Filipińców i jakiegoś Latynosa. Statek przez całą w naszą zimę stał zamknięty w P. Bolivar w Ekwadorze. Był tylko pilnowany z zewnątrz, przez straż a w środku niewietrzony i.... Hmmmm dla elektroniki równikowe upały okazały się niezbyt korzystne. Radary działają słabo. Tzn. jeden stał się wyznawcą boga Ra i pokazuje piramidę w rzucie od góry a drugi pokazuje dobrze tylko na odległość 1mili i 2 kabli.... Jeden z GPSo też na wyświetlaczu ma cuda wianki. Jak powiedział jeden z oficerów, że też wy się nie boicie tym pływać?.......Dziwna uwaga, my tym złomem płyniemy tylko 3-4 dni na łowisko i za 7 tygodni powrót a on będzie na nim jeszcze pół roku, non stop. Ale potem stwierdził, że statek jest ok, bo mimo swych lat kadłub ma mocny i nie trzeszczy, no nie wiem dla mnie to on trzeszczy, ale ja jakimś specem od kadłubów nie jestem.
Na redzie bacznie oglądało nas lokalne wojsko
port
to nie Somalia, lokalni piraci są ok :)
wieczór przed wylotem, kongresowa i Buena Vista w ramach aklimatyzacji przed Ameryka.....
Tylko podnieśliszmy kotwice i weszliśmy na otwarty ocean Spokojny..... No właśnie..... Kto go tak nazwał?...Niby choroby morskiej nie mam, ale z kolacją miałem problem. Nałożyłem sobie dwie porcje kuraka, ale w połowie pierwszej już zacząłem mieć wątpliwości czy ta kura (pewnie nie wiejska grzebiąca...) wydostanie się ze mojego ciała standardową drogą jak na pieczoną kurice przystało czy znacznie szybciej tą droga, którą przed chwilą sie w obręb mojego organizmu dostała.... Kolacje jakoś dokończyłem i na szczęście kurę wypuściłem z siebie na drugi dzień standardową metodą. Ale gdybym szybko nie poszedł spać to nie wiem... Zresztą na statku ja jestem jednym z najmłodszych (dziwne uczucie...) inni marynarze mają paro letni staż pływania, ale widać, że dostają w tyłek teraz nieźle. Na kolacji frekwencja słaba (jakoś dziwne, że fale się robią ostrzejsze pod wieczór a ranki są znośne), widać, że wiele osób koi nie opuszcza przez większość czasu. NO i drugiego dnia ktoś zostawił kolorową plamę, tzn. treść żołądka na pokładzie. Kurde ja rozumiem, że nie robił tego za burtę, bo jak ktoś jest słaby a do tego ostro buja może się to skończyć niezbyt szczęśliwie, ale mógłby tą mało estetycznie wyglądającą plamę(na całe szczęście ze zmysłów tylko wzrok cierpi, bo przy tych wiatrach zapach żółci szybko został wywiany, mimo to człowiek instynktownie mija to coś na wdechu) jakoś na drugi dzień zmyć tą wątpliwą ozdobę pokładu. Tu wsumie można napisać o starej prawdzie. Na ziemi nikt nie myśli o ziemi, ale jak sie jest na wodzie to się ciągle o wodzie myśli. Zwłaszcza jak bardziej faluje. Przecież ziemia nam rzadko, kiedy robi psikusy grawitacyjne, a na wodzie to standard. Zresztą morskie środowisko jest dla człowieka jak najbardziej obce.... Oczywiście od razu zaznaczyły się animozje narodowościowe. Jak zwykle prawie wszyscy, jadą na Niemców, a zwłaszcza Holendrzy. Jak się opalaliśmy (tzn. ja i ruskojęzyczni) na pokładzie podszedł do nas 1 oficer (Holender, robi wrażenie spoko gościa) z mojego statku i sie zapytał na czym będą pływać moi towarzysze opalania, niestety wszyscy ida na ten na którym byłem ostatnio - Martia Theodora, to on że to straszny statek. A oni, dlaczego? A on "Because Fuckin German flag", Ale najlepsze jest co innego. Jest z nami 2 Hahłów, czyli Ukraińców z litewskimi paszportami. Jeden starszy jest z okolic Kijowa, mieszka gdzieś w stronę Winnicy. A drugi młodszy (młodszy...:)taki pomiędzy 40-50 lat) jest ze Lwowa. Ale ten starszy na niego jedzie.... O ty job twoja mać ty Bandera jesteś, Stiepan Bandera, i dalej, że UPA ile wymordowała a on się broni, że tak, że oni Niemców tłukli, to tamten od razu na niego, że więcej swoich natłukli niż Niemców. I co ciekawe, wszyscy teraz na niego mówią Stiepan a on ma Misza.... Zreszta ze Stiepanem Banderą jestem w jednej kajucie. Fajnie posłuchać po paru miesiącach plot, co sie z ludźmi działo, kogo wywalili, kto się zwolnił itd... Najfajniejsze jak się dowiedziałem, że Fanur nasz morski Tatar ma wksywe wśród Holendrów Micki Mause. W sumie to pasuje do niego. Co prawda on chyba morskim Tatarem nie jest, bo tą fale znosi nie najlepiej, a właściwe źle (kurde i on jest bosmanem!!!) ale przecież żywiołem Tatarów to konie i step a nie morze. Zresztą już w średniowieczu Mongołowie z Tatarmi próbowali opanować morze jak po zdobyciu Chin ruszyli swoją flota na Japonie i zmiótł ich flotę Boski Wiatr - Kamikadze. Zresztą To byli wtedy Tatarzy ci z Azji a Fanur jest z tych bułgarskich, tzn. z Bułgarii Wołżańsko - Kamskiej.
Chilijczycy
oddali paszporty więc możemy płynąć
nasze światełko
Może część z Was pamięta jak pisałem ze po zejściu ze statku w tamtym roku w Ekwadorze to spotkałem Niemca, któremu wszystko ukradli i chciał pieniądze. Dałem (właściwie pożyczyłem i słuch po nim i po kasie przepadł) mu wtedy 100 dolców. Jednak okazało się, że jest oszustem, bo jakiś czas później jak Pearl Stream dopłynął do tego samego portu kapitan Hugo natknął się na osobnika tym razem z Austrii, który miał dziwnie podobną opowieść do tego Niemca, co ja spotkałem. Hugo kasy mu nie dał. No cóż dałem się naciągnąć, ale z drugiej strony kasy nie straciłem w ogólnym rozrachunku. Nie wiem, na jakiej zasadzie to działa, ale to miłe jak wybierasz kasę z bankomatu a po 2 miesiącach dostajesz info, że był błąd i operacja została anulowana i kasa wraca na twoje konto:) Mam tylko nadzieję, że następnym razem jak będę w Ekwadorze to przez to moja karta nie będzie szwankować. NO i jeszcze warto wspomnieć, że wraz z pokaźną falą na Pacyfiku przywitały mnie znajome albatrosy czarnobrewe i burzyki białobrode, na razie ich nie foce, jak zaczniemy łowić Bedzie lepiej, bo będą bliżej i w większej koncentracji. Żałuje tylko dwóch rzeczy, że nie miałem w łapie aparatu jak staliśmy na redzie to pod samiuśka burta pływał pingwin, bym miał w końcu z bliska fotkę tego cudaka, ale zanim złożyłem aparat już sie zmył. No i parę godzin temu przy statku pływały delfiny, a ja siedziałem wtedy pod pokładem.... ehhh...... Ale źle nie jest. Aczkolwiek jak to mówią Rosjanie, ale ci z tej części azjatyckiej, że strasznie jest wtedy jak "lieto bez pizdy a zima bez dienieg" ech ci nasi ekscentryczni bracia ze wschodu......
Tym miłym akcentem kończę:)
          Ahoj tam na Lądzie ja płynę na swoje ryczące 40stki, tylko czekać aż będę wypatrywał mitycznej Wielkiej kobiety-ryby, ale to jeszcze bardziej musze się wypościć.
Raq Ibn Jaqb
P.S.
          Przepraszam tych wszystkich których razi moja dysortografia, ale może ktoś wie jak do angielskiego worda doinstalować polski słownik?
no mewiolodzy, co to jest? - dla mnie L. dominicanus
 
statystyka